Maluszki powoli rozchodzą się do nowych domków, dziś opuściła rodzinne gniazdko żółta sunia- Mare. Ze swoją nową rodziną Magdą i Andrzejem pojechała do Krakowa.
Zanim wszystkie rozejdą się w wielki świat jeszcze raz opiszę ich charakterki, jakie pokazują w wieku 7-8 tygodni.
Piesek czerwony:
Bardzo zrównoważony, spokojny chłopiec, z dobrym socjalem. Uwielbia kontakt z człowiekiem i chętnie przesiaduje na kolanach. Niewiele rzeczy robi na nim wrażenie. Ładnie się przeciąga i chętnie podąża za człowiekiem. Jest głównym uciekinierem z zabawką w zębach przy gonitwach z rodzeństwem.


Piesek rudy:
Największy zawadiaka w miocie, bardzo samodzielny i niezależny, odważnie poznaje i zdobywa świat. Nie daje sobie w kaszę dmuchać i często próbuje sam decydować o wszystkim, co się dzieje do okoła. Chętnie bawi się zabawkami i podąża za człowiekiem. Choć w kontaktach z obcymi nie jest wylewny, to nie sprawiają mu one kłopotu.


Sunia żółta:
Mała zołza, nie da sobie w kaszę dmuchać zarówno ludziom jak i psom. Ślicznie się przeciąga i rzadko można ją zobaczyć bez "zatkanego" pyszczka zabawką, miotłą, czy miską. Ostrożna w poznawaniu nowości, ale wyjątkowo zapatrzona w człowieka, jeśli zaufa, bedzie przenosić góry.


Sunia niebieska:
Wyjątkowo przytulaśna sunieczka, smieje jej się buzia, gdy podbiega do człowieka. Wobec ludzi uległa, wobec psiej braci nieustępliwa i rządząca. Gumiś- przemieszcza się skacząc tak, jakby przed sekundą wypiła sok z gumi-jagód. Wyjątkowo żywiołowa i energiczna. Ładnie się przeciąga i aportuje, ostrożnie poznaje świat.


Sunia szara:
Bardzo socjalna sunia, która najchętniej stale byłaby przy człowieku, również obcym. Odważna w poznawaniu nowości. Ładnie się przeciaga. Nie wszczyna konfliktów z rodzeństwem, choć nie daje sobie w kaszę dmuchać, gdy ktoś ją zaczepi. Ślicznie podąża za człowiekiem i ładnie się angażuje w kontakt.


Sunia zielona:
Bardzo socjalna i odważna sunia. Świetnie się przeciąga i aportuje. Ładnie podąża za człowiekiem stale merdając ogonkiem. Chętnie poznaje nowości. Wyjątkowo kontaktowa, zapowiada się świetnie do pracy, jak i na wystawy.


Maluszki skończyły 7 tygodni i każdy z osobna, na własnych nóżkach poznaje wielki świat.
Bobasy bardzo chętnie podążają za człowiekiem w obcym terenie poznając obce ujadające psy, deskorolki, hulajnogi, rowery i ruch uliczny.
Te codzienne wyprawy na własnych nóżkach przypadły im do gustu i nie sprawia im problemu nawet "ogranicznik" w postaci smyczy.
W sobotę wszystkie szczeniaczki zostały poddane testom psychicznym, w związku z tym zapadły ostatnie decyzje i już każdy maluszek ma swojego właściciela.
I tak:
Mel- rudy piesek pojedzie do Warszawy;
Monny- czarny piesek powędruje na Litwę;
Miyoshi- sunia szara zamieszka pod moim okiem w Zielonej Górze :)
Mare- sunia żółta będzie miała swój domek w Krakowie;
Maestria- sunia niebieska zamieszka w Gorzowie;
Miley- sunia zielona pojedzie do Nowego Sącza;
Dziękuję wszystkim włascicielom malców z miotu "M" za zainteresowanie, ciągłe kontakty i zaufanie jakim obdarzyli naszą hodowlę.
Tak wyglądają nasze coraz większe maluszki w wieku 6 tygodni.
Bobasy poznają coraz więcej świata, były już "na mieście" i w odwiedzinach przy płotach pilnowanych przez okoliczne ujadające psy. Te podróże nie bardzo zrobiły na nich wrażenie, co znowu bardzo nas cieszy.
Szczeniaczki zaliczyły także jazdę samochodem, poki im się nie nudziło było wszystko ok, jak zaczęło im się nudzić- biada samochodowi, tylko Monika, czuwająca nad gromadką uchroniła auto przed destrukcją.
Maluszki codziennie, osobno uczęszczają do "psiego przedszkola", gdzie dzięki nauce opanowały już siad, waruj, przywołanie i podążanie za człowiekiem, choć to mają niejako wdrukowane genetycznie, co bardzo cieszy - nauczycielkami ich są Monika i Lena, polecam te dwie psorki.
Gromadka przeszła pomyślnie przegląd miotu oraz tatuaże, niestety tatuaże są najgorszym doświadczeniem z dzieciństwa, mam nadzieję, że nasz Związek wyrazi w końcu zgodę na chipowanie, jak to jest na świecie... Psiaki mimo bólu i niekomfortowego trzymania do góry brzuszkiem szybko odreagowały, a w zamian za tę niedogodność pochłonęły pyszne mięsko.
Imiona dla malców wybrali przyszli właściciele, czekamy na decyzję w sprawie ostatniego imienia dla suni.
Oto nasi panowie:
Mel- rudy piesek
Moony- czarny piesek
Sunieczki jeszcze nie nazwane, bo do końca nie wiadomo, która będzie czyja, ale wszystko rozstrzygnie się po po tym weekendzie. Oto nasze panienki:
Mare
Miyoshi
Maestria
Zdjęcia troszkę nieaktualne, bo z 5 tygodnia życia maluszków, ale oddają wrażenia z ich pierwszego spotkania z innymi psami. Gościły u nich babcia Kiarka i pół- siostra Lusia.
Psiaki nie bardzo przejęły się wizytą i potraktowały gości jak coś jak najbardziej naturalnego, pojawiającego sie z nikąd. I gdyby nie mama Kala, która uważała, że trzeba pogonić babci ( a swojej mamie- Kiarce) kota i pokazać kto tu rządzi, zapewne wizyta szybko przeszłaby w niepamięć.
W zeszłym tygodniu miałam okazję poznać i przetestować maluszki. Bąble zrobiły na mnie ogromne wrażenie, nie spodziewałam się, że w wieku 4 tygodni tak wiele będą w stanie mi pokazać.
Oto opis charakterków:
Rudy piesek- pomarańczowy: największy zawadiaka w miocie, ustawia i rodzeństwo i ludzi, na wszelkie sposoby jakie znajdzie. Pięknie przeciąga się zabawkami różnego rodzaju, jest niesamowicie zawzięty w swoich działaniach. Nie boi się ludzi, ale nie wykazuje większego zainteresowania kontaktem fizycznym, bardziej odpowiada mu zabawa zabawką niż mizianie. Potrafi wejść człowiekowi na kolana, ale gdy nie ma na to ochoty potrafi także głośno krzyczeć, że coś mu się nie podoba.


Piesek czerwony: milutki psiak, rzadko wchodzi w konflikty z rodzeństwem, jest raczej pacyfistą. Jest bardzo zainteresowany kontaktem z człowiekiem i pięknie za nim podąża. Lubi dotyk fizyczny, sprawia mu on przyjemność. Ładnie eksploruje teren. Interesuje się podawanymi zabawkami, choć i tak najchętniej ciąga sweter lub nogawki. W obcym miejscu chętnie galopuje zwiedzając zakamarki.


Sunia szara- różowa: słodziak jakich mało. Uwielbia kontakt z człowiekiem, nawet wtedy gdy jest zmęczona biegnie galopkiem, by po chwili zasnąć na kolanach u człowieka. Bardzo lubi dotyk fizyczny, wielką przyemność sprawia jej mizianko na wszelkie możliwe sposoby. Sunia jest jeszcze większą pacyfistką od czerwonego pieska. Nie zdarzyło jej się podczas mojego kilkudniowego pobytu, by zaczepiła rodzeństwo. "Napadnięta" dumnie odchodzi na bok nie szukając zwary, nie wykazując przy tym cienia niepewności, czy strachu. Ładnie podejmuje zabawę.


Sunia żółta: wyjątkowa indywidualistka, świat "działa" na jej zasadach, ślicznie przeciąga się zabawkami wszelkiego rodzaju. Niesamowicie uparta i konsekwentna, gdy szuka noskiem jedzenia nic nie jest jej w stanie od tego oderwać. Nie bardzo lubi fizyczny kontakt z człowiekiem, choć nie wykazuje objaw lęku. Jeśli na kontakt zdecyduje się ona sama, wdrapanie się na kolana nie stanowi dla niej żadnego problemu.


Sunia zielona: wyjątkowo rozmerdolona, ślicznie nawiązuje kontakt z człowiekiem, uwielbia kontakt fizyczny. Gdy nadaży się okazja wykłada się brzuszkiem do góry i prosi o mizianka. Ładnie interesuje się zabawkami. Ma jednak charakterek i potrafi powiedzieć dobitnie swoje zdanie, zarówno rodzeństwu jak i człowiekowi.


Sunia niebieska: ślicznie bawi się zabawkami, lubi kontakt z człowiekiem i wobec ludzi nie przejawia oznak chęci rządzenia światem, za to rodzeństwu nie raz zdażyło jej się narzucić swoje zdanie. Ładnie eksploruje nowe pomieszczenia i bardzo szybko nawiązuje kontakt z przebywającą tam obcą osobą.


Maluszki z każdym dniem są coraz bardziej żywiołowe, lgną do ludzi pojawiających się przy kojcu, obojętnie, czy są to osoby znane, czy też nie. Każdy człowiek traktowany jest jak super ciekwostka.
Bobaski poznają uszka, mordki, łapki, nie tylko swoje, ale także, a może przede wszystkim cudze. Warczenia, szczekania, przepychania się i gryzienia przy tym co nie miara, w końcu trzeba się nauczyć jak mocno można podgryzać by nie zrobić nikomu krzywdy.
Szczeniaczki dzielą się najcześciej na dwie grupki, jedna hałasuje i dokazuje, druga w tym czasie słodko ( powiedzy, że słodko, ale o tym za chwilę) śpi. Ciekawa jestem, czy podzieliły się tak dlatego, by ich ludzka mama zapamiętała je do końca życia i by nie miała chwili wytchnienia?
Grupka dokazująca obiera sobie za cel obudzenie śpiochów, robi to skutecznie, na tyle skutecznie, że nie obywa się bez bijatyk. Tylko szarej- różowej sunieczki nic nie jest w stanie ruszyć, mała indywidualistka, jeśli chce to śpi, bez względu na wszystko, jeśli ma ochotę to szaleje, nie patrząc na to, że cała pozostała piątka słodko śpi.
Najwięcej odgłosów, szczególnie warkotów wydają z siebie: piesek rudy- pomarańczowy, sunia niebieska i sunia żółta, lepiej im w drogę nie wchodzić. Ta trójka, z rudaskiem na czele przewodzą stadu i nie wachają się, gdy trzeba zdobywać nowe ziemie.
Czerwony piesek jest przytulastym stworkiem, który uwielbia przybierać niestworzone pozycje przy głaskaniu i przy spaniu. Jak człowiek śpi na pleckach z głową na boku i języczkiem wywieszonym z mordeczki.
Psiaki powoli zaczynają kosztować stałego jedzenia. Smakuje im, choć cieżko sobie z nim poradzić, gdy łapki rozjeżdżają się na śliskich płytkach, ale co tam płytki, jedzonko najważniejsze.
Kiedy Renatka karmiła po kolei całe towarzystwo, rudy- pomarańczowy psiaczek nie chciał czekać na swoją kolej, więc wszedł do miski Kalinki i stamtąd bez problemu i czekania zjadł swoją kolację.
Sunieczka zielona zapuszcza się w dalekie wędrówki po całym mieszkaniu i gdy zgubi się gdzieś w odległym końcu lub nie może znaleźć wejścia do kojca ogłasza to światu. Wystarczy jednak cmoknięcie, by zielonka szybciutko podążyła w kierunku człowieka- ratownika.
Już w tym tygodniu będę mogła zobaczyć te małe bąble na własne oczy, niesamowite, jak bardzo dłużą się dni do wyjazdu...
Maluszki rosną, są coraz bardziej rozbrykane, uciekają z kojca i zwiedzają mieszkanie.
Wszystkie mają już otwarte oczka, pierwsza świat ujrzała sunia różowa, czyli mały kochany, allienowaty szaraczek.
Piesek pomarańczowy, drugi allienik w stadzie wyszedł z kojca i całkiem świadomy tego, co robi chodził sobie po mieszkaniu nie przejmując się brakiem mamy i rodzeństwa.
Sunieczka żółta wyszła z kojca, porozglądała się po świecie, stwierdziła, że jak na pierwszy raz to wystarczy i sama do kojca wróciła.
Piesek czerwony to grzeczny chłopiec uwielbia pieszczoty z człowiekiem i nigdzie mu się nie śpieszy.
Sunieczka niebieska, kiedy maluszki na kocyku oglądały ogród wolała zostać ze swoją ludzką mamą, zamiast uciekać z kocyka, jak reszta rodzeństwa.
Zielona dziewczynka razem z czerwonym braciszkiem nadrabiają za szalone rodzeństwo w grzeczności i dobrych manierach.
Pieseczki kolejny już raz zostały przebadane przez doktora, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zostały również odrobaczone.
W ciepłe dni poznają zewnetrzny wielki świat, który już za jakiś czas stanie przed nimi otworem.
Maluszki odwidzają już także przyszli właściciele. Za te odwiedziny, zainteresowanie i troskę o maluchy wszystkim serdecznie dziękujemy
Maluszki wczoraj skończyły tydzień. Są coraz bardziej rozbrykane, podnoszą się na łapkach i wędrują po kojcu, w staniu na 4 łapkach przoduje im wszystkim sunia niebieska.
Piesek rudy (wstążeczka pomarańczowa) wziął sobie do serca przewodnictwo w stadzie i jako największy maluszek szczeka już całkiem po psiemu.
Zielona sunieczka dogoniła rodzeństwo w wadze. Uciekła także z kojca, mimo zabezpieczenia. Głośno objasniła swoją nietypową sytuację, na jej pisk Kala spojrzała na Renatkę "mówiąc"- idź zobacz, co się tam dzieje.... Tak to jest, jak ludzka mama martwi się bardziej od psiej, sama tak miałam, więc wiem jak to jest.
Czerwony chłopiec stwierdził, że pazurki wcale nie są za długie, a poza tym są JEGO, więc nikt nie ma prawa ich obcinać.
Sunia różowa nosek ma nie od parady i gdy tylko wyczuje nim Kalę od razu podąża do upragnionego mleczka, zawsze to lepsze niż uciekanie z kojca.
Wszystkie psiaczki są poddawane stymulacji neurologicznej i chociaż brzmi groźnie, maluszkom nie bardzo to przeszkadza i zachowują się tak, jakby wiszenie do góry nogami było jak najbardzie naturalne, a lodowaty ręcznik traktują jako świetną klimatyzacją.
Wszystkie maluszki mają wspólną ceche. Bardzo lubią kontakt z ludzkimi dłońmi i gdy tylko się w nich znajdą zasypiają szybko i spokojnie, powiedziałabym, że żółta gaduła powoli staje się żółtą terrorystką, bo jej stałe gadanie powoduje, że często wędruje na ręce, z czego zawsze jest zadowolona.
(kliknij na zdjęcie aby powiększyć)
Pieski mają 5 dni, sa coraz bardziej aktywne, eksplorują na cały kojec, podnoszą się na przednich łapkach i głośno oznajmiają światu, że są głodne.
Czas na indywidualny opis szóstki rodzeństwa.
Złota- wstążeczka została zmieniona na niebieską. Sunia ma białe paluszki w tylnej prawej łapce, w lewej tylnej jest biały jeden paluszek. Jest wyjątkowo żywiołowym stworzonkiem, trudno zrobić jej wyraźne zdjęcie, ponieważ stale gdzieś się wybiera, a siedzenie w miejscu to dla niej istna strata czasu. Niebieska wzięła przykład od suni zielonej (brązowej) i jej ulubione zajęcie to wdrapywanie się na mamę.
Żółta- sunieczka ma białe po dwa paluszki w obu tylnych łapkach. To trzecia mała Himalaistka. Maluszki chyba lubią dokuczać mamie, bo mama denerwuje się gdy nie może ich obserwować, gdy się schowają za jej plecami.
Szara sunia ( wstążeczka różowa) już odbyła niechcąco wycieczkę po domu. Dała drapaka z kojca i zapuściła się w wielki świat. Na szczęście jej doniosła syrena alarmowa przywołała czarna mamę, która to znowu przywołała ludzką mamę i dzięki temu znowu bezpiecznie znalazła się w psim domku. Suńka ma jeden biały paluszek na prawej tylnej łapce, a na lewej dwa białe paluszki.
Piesek gronek (wstążeczka czerwona) ma dwa białe paluszki w prawej przedniej łapce, dwa w prawej tylnej i jeden w lewej tylnej, dodatkowo na czarnej piersi maluje się bialutki trójkącik. Piesek nie ma czasu na zdjęcia i próbuje się ewakuować, jest bardzo silnym psiakiem, rywalizuje z cięższym i większym rudym braciszkiem.
Rudy braciszek (pomarańczowa wstążeczka) ma malutkie białe znaczenie na piersiach jest największym z psiaków, nie ma takiej siły by go potrafiła zatrzymać, gdy ten chce iść, nie ma dla niego przeszkody nie do pokonania, szczególnie, gdy na horyzoncie pojawia się upragniona jadłodajnia.
Sunieczka zielona (wcześniej brązowa) jest grzeczniutką dziewczynką. Wspina się wytrwale po mamuni i po jedzeniu idzie spać za jej plecki. Sunieczka ma w obu przednich łapkach po dwa paluszki białe i w obu tylnych nóżkach całe paluszki białe, malutkie białe znaczenie na piersi.
I znowu się zaczęło. Trzeci raz. Kiareczka i ja zostałyśmy babciami, ja przyszywaną babcią, ale za to na pewno bardziej zainteresowaną.
Kalinka rozpoczęła wydawanie na świat ślicznych kuleczek o 21:30, wtedy to jako pierwsza pojawiła się sunieczka- złota. Waga urodzeniowa 450g, pomyśleć by można, że taką wagą utorowała drogę dla pozostałych maluszków, jednak okazało się, że rodzeństwo to jeszcze wieksze kluseczki.
O godzinie 21:43 na świat wydostała się siostrzyczka, żółta, o wadze 460g. Jak później się okazało zaznaczyła swoją obecność najgłośniej z całego miotu. Zapowiada się na gadułę już w pierwszym dniu? Gadułą jest również jej żółta siostra z miotu "L", czyżby tradycja?
Kolejna sunieczka, różowa urodziła się o 22:23 z wagą 450g. I tutaj następuje zwrot w naszej hodowli groenendaeli, sunia jest tervikiem!!!! Charakterek na pewno pozostanie jej czarny. Różowa wstążeczka nie będzie jednak potrzebna, trudno pomylić rudaska wśród czarnych, chyba, że.... urodzi się kolejny rudasek ...
Płeć żeńska, jak do tej pory była górą, więc o 22:44 na świat postanowił przybyć pierwszy chłopiec, niebieski, waga 465g. Niebieściutki wraz z różową- rudą siostrzyczką już w pierwszym dniu życia zasłynął z niezwykłej ruchliwości. I dokąd on chciał iść, skoro mleczko "pod ręką"?
O 23:22 zarudziło nam się znowu wśród czarnych. Aby siostrze lisiczce nie było smutno dołączył do niej rudy brat. Waga- 500g. Lisek przybył i od razu zaprzyjaźnił się z lisiczką i niebieskim pieskiem- w trójkę uskuteczniają wycieczki w najdalsze kąty kojca, przyprawiając mamę Kalę o ból głowy. Jak tu się połapać, gdy ma się tyle dzieci?
Ostatnia na świecie o 23:48 pojawiła się sunia- brązowa , najmniejsza z rodzeństwa, 325g. Najmniejsza, ale równie waleczna jak pozostali. Zapewne chce zostać Himalaistką, jej ulubione miejsce, to grzbiet mamusi.
Kalinka spisuje się świetnie w roli mamusi, jest opiekuńcza, troskliwa i delikatna. Reaguje na każe kwilenie maluszków i denerwuje się, gdy rozejdą się po kojcu. Bardzo cieszy też fakt, że bez problemu pozwala swojej ludzkiej rodzince podziwiać swoje dzieciaczki.