W pierwszy weekend października odbyło się wszechpolskie spotkanie niemalże całej trzypokoleniowej rodzinki Donum Cordis. Zacumować postanowiliśmy nad jeziorem Niesłysz w Niesulicach, które tak blisko jest zielonogórskiej ojczyzny naszych belgowych stworów. Psiaki – pewnie też z tego powodu – wzięły cały ośrodek w swoje rządy i rozpanoszyły się w nim bez żadnego skrępowania. ;) Pogoda, mimo niepokojących doniesień z innych części kraju, okazała się być dla nas łaskawa, i – choć było do końca zlotu świeciło pięknie słoneczko.
Zlot rozpoczął się oczywiście pracą! Na pierwszy, piątkowy ogień poszły najmłodsze belgowe osobniki w rodzince – panienki z miotu M stawiły się w pełnym, czteropostaciowym komplecie i dzielnie ćwiczyły ze swoimi przewodniczkami siadanie, warowanie a także chodzenie przy nodze. Później pod ostrzałem głowy całego rodu – Beaty – znalazły się ciotki i wujkowie maluchów z miotów K i L, z zapałem szlifując różne elementy sportowego posłuszeństwa. Impreza szkoleniowa rozkręciła się jednak na dobre następnego dnia wraz z przyjazdem Magdy, Tomka i Roksany, którzy w kolejnych dniach prowadzili zajęcia dla wszystkich uczestników – Magda z motywacji i agility dla maluchów, Tomek z agility dla babci Kiarki i jej dziewięciorga bardzo rozkicanych dzieciaczków, a Roksana – ćwiczenia z wystawiania dla małych i dużych oraz przebój dnia drugiego: wykład o wzorcu owczarka belgijskiego i jego wystawianiu okraszony licznymi zdjęciami, na których co bardziej spostrzegawczy uczestnicy mogli nawet odnaleźć siebie. ;) Zajęcia cieszyły się wielkim zainteresowaniem zarówno właścicieli, jak i ich pociech, a ich kulminacyjnym momentem były przeprowadzone w sobotę wieczorem zawody – małe dla początkujących szczeniaczków i duże dla dorosłych, poważnych już (teoretycznie) psiaków. M-kowe pary zostały przemaglowane przez Roksanę bardzo wszechstronnie, bo zarówno pod względem kondycji (właścicieli, bo maluchy z tym problemów absolutnie nie miały :D) jak i ich samozaparcia i konsekwencji w dążeniu do celu. Furorę zrobiła konkurencja, w której przewodniczki chowały się pod kocem, a suczki miały je znaleźć – wszystkie poszukiwania zakończyły się sukcesem, choć czasem z małymi perturbacjami. ;) Wszystkie z resztą konkurencje były godne uwagi i co chwile stojący dokoła ringu obserwatorzy wybuchali śmiechem.
Na ringu dorosłych było poważniej – choć czworonożni zawodnicy wydawali się bawić równie dobrze, jak ich małe siostrzenice. Magda sędziowała zawody według regulaminu obediencowej klasy zero – i z przyjemnością możemy powiedzieć, że wszyscy uczestnicy nie tylko zaliczyli tę próbę ognia, którą bezlitosne trenerki im zgotowały, ale także spisali się na medal! Z powodu wieczornego chłodu planowany grill został zamieniony na ciepłą kolację z wykładem na stołówce, a na pocieszenie wszyscy dostali pamiątkowe zindywidualizowane dyplomy uczestnictwa oraz przydatne gadżeciki dla siebie i, oczywiście, psiaków. Ponadto uczestnicy zawodów zostali obdarowani dodatkowymi bonusami, a zwycięzcy – Kasia z Kyane oraz Ada z Miley – na spoczynek udali się ciężsi o puchary, budząc tajoną zazdrość tych, którym w zawodach startować się nie chciało. ;)
Następnego dnia od świtu dzielna kadra instruktorska kontynuowała prowadzenie zajęć, dając z siebie wszystko w tym krótkim czasie, który pozostał nam do wczesnych godzin popołudniowych, kiedy to trzeba już było się rozjechać do domów. Tuż po południu wszyscy zgromadzili się nad jeziorem, by wziąć udział w pamiątkowym zdjęciu – i wielu jego mniejszych kombinacjach. ;) Żegnaliśmy się z żalem z całą zebraną w Niesulicach rodziną – mamy nadzieję, że do zobaczenia za rok w większym, pełniejszym gronie!
Jagna Nowotarska
W zlocie brało udział łącznie 27 osób i 20 psów. Wszystkim serdecznie dziękuję :)
Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć i dziękuję Natalii Piotrowskiej za ich zrobienie oraz udostępnienie :)
Beata Karpeta